<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?> 
<rss version="2.0"> 
<channel> 
<title>Moje artykuły - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski</title> 
<link>http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&amp;kid=88</link> 
<description>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski</description> 
<language>pl</language> 

<item> 

<title>2010-09-07 Bracia Rasiowie i księża-patrioci</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3371</link> 
<pubDate>07-09-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <span style="FONT-FAMILY: "><p><b>Ambitni bracia, tak jak w czasach komunizmu, starają się różnymi metodami zjednać Kościół dla partii władzy</b></p><p><br /></p><p>Parę lat temu bracia Dariusz i Ireneusz Rasiowie związali się mocno z kardynałem Stanisławem Dziwiszem. Pierwszy z nich, ksiądz, uzyskał awans na sekretarza kardynalskiego, drugi, poseł i szef małopolskiej PO (wcześniej członek PiS), został łącznikiem pomiędzy kurią krakowską a swoją obecną partią. <br /><br />Wykorzystując te relacje, obaj bracia nie tylko budują na nich swoje kariery, ale też przy ich pomocy starają się powiązać archidiecezję krakowską ze strukturami PO. Taki mały, prymitywnie sklecony sojusz ołtarza z tronem, którego efektem były wizyty kandydatów PO w czasie kampanii wyborczych na kardynalskich salonach oraz pseudorekolekcje organizowane dla posłów i senatorów, oczywiście z PO. Dlaczego tylko dla nich? Niektórzy księża żartują, że widocznie stosowana jest ewangeliczna zasada: &quot;nie zdrowym, ale chorym potrzeba lekarza&quot;. Księża - którzy na ogół mają już dość szarogęsienia się braci - żartują także, że poseł Ireneusz Raś bardzo chciałby decydować o nominacjach w archidiecezji krakowskiej, a jego starszy brat ks. Dariusz pragnie ustalać kolejność nazwisk na liście wyborczej PO. Niby to żart, ale rzeczywiście duchowni pragnący awansu nisko kłaniają się panu posłowi, a młodzi i ambitni aktywiści partii władzy starają się zaprzyjaźnić z księdzem sekretarzem. <br /><br />Do niedawna działalność braci Rasiów można było traktować z przymrużeniem oka. Jednak ostatnio sprawa stała się poważna. Otóż poseł Raś przed wyborami samorządowymi skierował do wszystkich księży coś w rodzaju listu pasterskiego, zachęcającego do współpracy z jego partią. Zastosował przy tym chwyt poniżej pasa, wypominając proboszczom, ile który z nich dostał pieniędzy na odnowę kościoła. Jest to metoda prosta jak konstrukcja cepa: będziesz popierał PO - dostaniesz pieniądze na remonty i adaptacje, nie będziesz - nie dostaniesz. Poseł wraz z podwładnymi ma ten list roznosić osobiście, naśladując przy tym świadków Jehowy. Kardynał, wierny partii władzy, wobec tej ingerencji polityków w sprawy kościelne wymownie milczy. <br /><br />Gdyby bracia Rasiowie czytali moją książkę &quot;Księża wobec bezpieki&quot;, to z pewnością by zauważyli, że powyższa metoda jest kopią postępowania innej partii władzy - Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która starała się utworzyć ruch lojalnych wobec niej tzw. księży-patriotów. Nie cofano się przed szantażem i prowokacją, ale także przekupywano duchownych, którym obiecywano pieniądze na remonty i utrzymanie kościołów. Jak mawiał jeden z ubeków, &quot;większe efekty niż kij daje marchewka&quot;. PO w Małopolsce ma niskie notowania, co wykazały kolejne wybory. Stare przysłowie mówi: Jak trwoga, to do Boga. Partia władzy może ponieść porażkę nawet w samym Krakowie. Nie ma więc wątpliwości, że ambitni bracia pójdą za ciosem. Ks. Dariusz ma dostęp do wielu poufnych spraw w archidiecezji i do księży w niej pracujących. Ciekawe, co będzie dalej - może jednak kij, a nie marchewka. Trzeba to będzie uważnie obserwować. A konfratrom radzę, aby list Rasia spokojnie wrzucili do kosza, a jego doręczycielom dali po świętym obrazku i batoniku. Nie takie bowiem rzeczy archidiecezja krakowska przechodziła w czasach komunistycznych. No, chyba że któryś z kapłanów chciałby szybko zrobić karierę - wtedy powinien wręczyć kopertę, i to nie z dobrowolnym datkiem, ale z podpisanym aktem lojalności wobec PO. <br /><br />Pisząc o dziwnych zachowaniach niektórych ludzi Kościoła, nie mogę nie wspomnieć mszy św. pod Trzema Krzyżami w Gdańsku, którą na zaproszenie abp. Sławoja Leszka Głódzia koncelebrowałem wraz z innymi kapelanami &quot;Solidarności&quot;. Msza św. była uroczysta, a kazanie metropolity naprawdę bardzo dobre. Niestety, świąteczny nastrój popsuła obecność abp. Juliusza Paetza z Poznania, zarejestrowanego w 1978 r. w aktach wywiadu PRL jako kontakt informacyjny o pseudonimie &quot;Fermo&quot; i odsuniętego w 2002 r. od funkcji ordynariusza za molestowanie homoseksualne kleryków. Niektórzy księża aż oniemieli na ten widok. Hierarcha nic sobie jednak z tego nie robił. Widocznie dlatego, że liturgii przewodniczył abp Józef Kowalczyk, który w sprawie molestowania stał wiernie po jego stronie. Sprawa Paetza to przykład fatalnego rozwiązywania trudnych spraw w Kościele. Jeżeli b. metropolita jest niewinny, to powinien być przywrócony na swój urząd. Jeżeli jednak ponosi winę, to do chwili zadośćuczynienie swym ofiarom nie powinien uczestniczyć w oficjalnych wydarzeniach. <br /><br />Na koniec rzeczy bardzo budujące. 28 sierpnia uczestniczyłem wraz z innymi księżmi w mszy św. w Smardzowie k. Wrocławia, odprawianej za dusze 135 Polaków zamordowanych przez UPA w Baryszu. Po liturgii pod pomnikiem złożono urnę z ziemią z Kresów. Na uroczystość przybyła cała społeczności wiejska, w tym wiele dzieci. Duża to zasługa sołtysa Edwarda Skiby. Na podobną uroczystość w imieniu ks. kustosza Adama Szubki zapraszam 12 bm. o g. 11.00 do sanktuarium Matki Bożej w Bogdanowicach k. Głubczyc, gdzie czczony jest obraz z Monasterzysk k. Buczacza. Po mszy św. spotkanie miłośników Kresów Wschodnich. Do pozytywnych spraw trzeba zaliczyć także uzyskanie zgody na budowę pomnika Pomordowanych Kresowiam w Chełmie oraz nadanie imienia skwerom Sybiraków i Kresowian w Raciborzu. Brawa dla odważnych samorządowców i działaczy społecznych! <br /><br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 8 września 2010 r.</p><p> </p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"> </p><p /></span> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-09-03 Politycy ukraińscy rozgrywają hierarchów prawosławnych</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3355</link> 
<pubDate>03-09-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <div class="header"><p>W Polsce ukraińskie podziały polityczne sprowadzane są wyłącznie do prostej dychotomii &#8220;wschód&#8211;zachód&#8221;. Tymczasem podziały te są znacznie bardziej skomplikowane, a politycy chcą w nie angażować Cerkwie. Dlatego szukają <font color="#008000">dostępu d</font>o hierarchów.</p><p>Chrześcijaństwo na Ukrainie boryka się z dwoma dużymi problemami. Jeden to ogromne podziały w obrębie chrześcijaństwa wschodniego. Drugą sprawą jest nacjonalizm, który wchodzi w poszczególne struktury kościelne.</p></div><div class="content"><p>W obrębie chrześcijaństwa wschodniego są cztery wzajemnie zantagonizowane struktury. Największą jest Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego. Ma ona wpływy nie tylko we wschodniej części kraju, ale i w środkowej, a nawet częściowo w zachodniej. Struktura ta nie uznaje pozostałych Cerkwi. Dalej mamy rozłamową Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Kijowskiego. Kolejna struktura to Ukraińska Autonomiczna Cerkiew Prawosławna, nie uznawana ani przez Patriarchat Moskiewski ani Kijowski. Wreszcie jest Cerkiew Greckokatolicka, czyli ci prawosławni, którzy od czasów Unii Brzeskiej zawartej w roku 1596 zachowują liturgię i obyczaje chrześcijaństwa wschodniego, ale zarazem pozostają w łączności z Rzymem. Ci ostatni są zaciekle zwalczani przez wszystkie trzy Cerkwie Prawosławne.</p><p /><p><br />Bazą Cerkwi Greckokatolickiej jest dawny zabór austriacki, czyli dawne województwa polskie: stanisławowskie, tarnopolskie, lwowskie plus Ruś Zakarpacka. W pozostałych częściach Ukrainy wpływy greckokatolickie są znikome.</p><p>Podziały w obrębie chrześcijaństwa wschodniego łączą się z podziałami politycznymi. Patriarchat Moskiewski sympatyzuje z polityką Wiktora Janukowycza i w ogóle z opcją prorosyjską. Z kolei Patriarchat Kijowski pozostaje w pewnym rozkroku i jasno się nie zdeklarował. Tym niemniej można przyjąć, że zbliżony jest do obozu pomarańczowego, do zwolenników Julii Tymoszenko i Wiktora Juszczenki. Podobnie jest z Cerkwią Autonomiczną. Natomiast grekokatolicy są bardzo silnie związani z ideologią Stepana Bandery. Przejawia się to na przykład w tym, że greckokatolicki arcybiskup Lwowa Ihor Wozniak święcił w tym mieście pomnik Bandery i wygłosił przemówienie, w którym wyraził całkowite poparcie dla jego ideologii.</p><p><br />Wyrazy poparcia Patriarchatu Kijowskiego dla nacjonalistycznej partii &#8220;Swoboda&#8221; są czymś nowym. Dotychczas nacjonaliści nie mieli poparcia z tej strony. Warto zauważyć, że &#8220;Swoboda&#8221; to w <a id="anchorbbtBubble345" class="bbtWord double" href="javascript:void(0)" redirect="http://new.smartcontext.pl/core/ad_transaction?att=4&atd=887;812338530767959795;5471750683357475409;1445;1861;103223;3908;4654680000938854580;18;1;3;1713119945&curl=http%3A%2F%2Fad-emea.doubleclick.net%2Fclk%3B227987546%3B51884559%3Bi"><font color="#008000">ramach </font></a>obozu pomarańczowego siła dość radykalna. Przy czym trzeba podkreślić, że nie wolno stawiać znaku równości między pomarańczowymi a nacjonalistami. Jak na razie &#8220;Swoboda&#8221; cieszyła się poparciem mieszkańców zachodniej Ukrainy. Dlatego gest patriarchy Filareta świadczy o rozszerzaniu się wpływów tego ugrupowania.</p><p /><p><br />W Polsce ukraińskie podziały polityczne sprowadzane są wyłącznie do prostej dychotomii &#8220;wschód &#8211; zachód&#8221;. Tymczasem podziały te są znacznie bardziej skomplikowane, a politycy chcą w nie angażować Cerkwie. Dlatego szukają dostępu do hierarchów. Dziwię się, że ci hierarchowie dają się wiązać z polityką. Bo to, że politycy usiłują się im narzucać nie jest zaskakujące. Jednak dla tych Cerkwi wikłanie się w politykę jest niebezpieczne, bo rodzi poważne konflikty. W przyszłości mogą one doprowadzić do rozpadu Ukrainy, tak jak to się stało w Jugosławii. Dlatego wyrazy poparcia okazane przez patriarchę Filareta &#8220;Swobodzie&#8221; to krok w złym kierunku.</p><p><br /><em>Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, 3 września 2010 r.<br />artykuł na Portalu </em><a href="http://www.kresy.pl/" target="_blank"><span style="COLOR: #0000ff"><em>Kresy.pl</em></span></a></p><p /><div style="BORDER-BOTTOM: medium none; POSITION: absolute; BORDER-LEFT: medium none; WIDTH: 39px; HEIGHT: 15px; OVERFLOW: hidden; BORDER-TOP: medium none; TOP: 0px; BORDER-RIGHT: medium none; LEFT: 0px" id="overbbtBubble345"><iframe style="DISPLAY: none" id="overbbtBubble345ifr" marginheight="0" src="http://cdn.code.new.smartcontext.pl/app/html/overWordLayer.html#att=4&atd=887;812338530767959795;5471750683357475409;1445;1861;103223;3908;4654680000938854580;18;1;3;1713119945&bbMainDomain=new.smartcontext.pl&curl=http%3A%2F%2Fad-emea.doubleclick.net%2Fclk%3B227987546%3B51884559%3Bi" frameborder="0" allowtransparency="true" name="overbbtBubble345ifr" marginwidth="0" scrolling="no" url="http://cdn.code.new.smartcontext.pl/app/html/overWordLayer.html#att=4&atd=887;812338530767959795;5471750683357475409;1445;1861;103223;3908;4654680000938854580;18;1;3;1713119945&bbMainDomain=new.smartcontext.pl&curl=http%3A%2F%2Fad-emea.doubleclick.net%2Fclk%3B227987546%3B51884559%3Bi" /></div></div> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-09-01 Cisi bohaterowie</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3344</link> 
<pubDate>01-09-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Komunizm został obalony dzięki rzeszy bezimiennych działaczy &quot;Solidarności&quot;, którzy za swoje zasługi nigdy nie dostali żadnego orderu</b></p><br /><p>Najczęściej używanymi przez Lecha Wałęsę słowami są &quot;ja&quot;i &quot;mój&quot;. Świadczy to o jego ogromnym egocentryzmie. W tym duchu należy odczytać jego wypowiedź, poprzez którą nie tylko odmówił udziału w uroczystościach z okazji 30-lecia Polskiego Sierpnia, ale i podkreślił po raz kolejny swoje &quot;prawa własności&quot;. Od wielu lat Wałęsa ma ewidentny problem z samym sobą. Pompowany przez lata pochlebstwami przez cynicznych polityków i najróżniejszej maści klakierów, naprawdę uwierzył, że &quot;Solidarność to ja&quot;. Jest to jego osobista tragedia.<br /><br />&quot;Solidarność&quot;- zarówno jako związek zawodowy, jak i ruch społeczny - nigdy nie była własnością jednego człowieka ani grupki osób. Była i jest własnością polskiego społeczeństwa, które ją stworzyło i które o nią walczyło. Czy Wałęsa po raz kolejny obrazi się czy nie, to dla historii i współczesności nie ma już większego znaczenia.<br /><br />Na zjazd w Gdańsku zaproszenie oczywiście przyjąłem. Przede wszystkim, aby oddać hołd zwykłym, szarym robotnikom. Również dlatego, aby zapalić znicz na grobie Anny Walentynowicz, od której zaczął się historyczny strajk i która ten strajk uratowała, gdy Lech Wałęsa po trzech dniach chciał go zakończyć.<br /><br />Aby oddać hołd także innym prawdziwym bohaterom, przygotowałem do druku książkę &quot;Ludzie dobrzy jak chleb&quot;, w którym opisałem sylwetki prawie siedemdziesięciu osób, które już odeszły do wieczności, a o których mało kto dziś pamięta. Pozwolę sobie przytoczyć fragment jednego z rozdziałów.<br /><br />Jerzy Rymsza urodził się w 1920 r. w Dąbrowie Górniczej w Zagłębiu. O swojej młodości mówił niechętnie. Kiedyś jednak w zaufaniu powiedział: &quot;Wie ksiądz, byłem w partyzantce, ale tak naprawdę walczyć zacząłem dopiero, jak się wojna skończyła&quot;. Pod koniec 1944 r. znalazł się szeregach 106. Dywizji Piechoty AK, której dowódcą był płk Bolesław Nieczuja-Ostrowski, rodem z kresowego Halicza. Z kolei w 1945 r. wstąpił do antykomunistycznej konspiracji. Z tego też powodu musiał się ukrywać i pod cudzym nazwiskiem wyjechał w okolice Elbląga. Tutaj był już jego dowódca, który zorganizował Spółdzielnię Gospodarczo-Społeczną. Zrzeszała ona b. żołnierzy AK. W 1949 r. pułkownik został aresztowany; skazano go na podwójną karę śmierci. W więzieniu spędził siedem lat. Jerzy musiał więc znów uciekać. Dotarł do Krakowa, gdzie poznał swoją przyszłą żonę. Nie mieli dzieci. Zarabiał na życie jako pracownik fizyczny. Jego pasją była piłka nożna. Jako społecznik związał się drużyną trampkarzy jednego z krakowskich klubów.<br /><br />Zetknąłem się z nim w Duszpasterstwie Ludzi Pracy w Nowej Hucie-Mistrzejowicach, gdzie w latach osiemdziesiątych regularnie chodził na msze święte za Ojczyznę. Pomagał w różnych sprawach związkowych. Kolportował bibułę, chodził na demonstracje, a na potrzeby konspiracji oddawał swój &quot;wdowi grosz&quot;. Niejednokrotnie ryzykował uwięzienie. Uczestniczył też w uroczystościach patriotycznych organizowanych przez ks. Adolfa Chojnackiego w Bieżanowie. Gdy ksiądz ów, pod naciskami władz komunistycznych, został przeniesiony do odległego Juszczyna, jeździł i tam z pomocą. Był jednym z tych wielu nieznanych działaczy &quot;Solidarności&quot;, dzięki którym komunizm został obalony, a którzy za swoje zasługi nigdy nie dostali żadnego orderu. <br /><br />W 1983 r. zmarła jego żona. W 1988 r. przyjechał do Radwanowic, mówiąc, że pragnie pomagać przy budowie Schroniska dla Niepełnosprawnych, placówki macierzystej Fundacji im. Brata Alberta. Od razu zastrzegł, że nie chce za to żadnych pieniędzy. Wykonywał najcięższe prace fizyczne: kopał fundamenty pod nowe domy, wyburzał stare mury, nosił cegłę na budowę, pracował łopatą przy betoniarce, kosił trawę. W 1991 r. Fundacja otrzymała od kopalni &quot;Janina&quot;w Libiążu &quot;familok&quot;do rozbiórki. Do Radwanowic przywieziono wtedy kilka wywrotek dobrej cegły. Jurek wziął się za ich obtłukiwanie z zaprawy murarskiej. Zeszło mu na tym wiele miesięcy, jeśli nie lat. Codziennie, zanim jeszcze wstałem, słyszałem za oknem stukanie młotka. Oznaczało to, że Jurek jest już na posterunku. Siedział na tej wielkiej pryzmie całkowicie pochłonięty pracą. Z tych cegieł wymurowano niejedną ścianę w schronisku.<br /><br />Jurek był człowiekiem skrytym, małomównym. Typowy konspirator. Stawał się rozmowny, gdy w Polsce była jakaś &quot;zadyma&quot;, czyli demonstracja, lub gdy grał jego klub sportowy. Czasami jednak czymś się pochwalił. Raz opowiadał, że podpisał się pod apelem do prezydenta o uhonorowanie Nieczui-Ostrowskiego. Cieszył się bardzo, gdy jego ukochany dowódca w 1991 r. został wyróżniony awansem na stopień generała brygady, a rok później otrzymał honorowe obywatelstwo Elbląga. O siebie nie dbał nigdy. Przez ostatnie lata oddawał część emerytury niepełnosprawnej Halince z Lęborka. Traktował ją jak córkę. Zresztą podobny stosunek miał do innych podopiecznych. Zmarł w 1999 r. Jego grób kilka razy w roku odwiedzają podopieczni z Radwanowic. I tylko oni. Nikt więcej tam nie przychodzi. Tak jak na groby wielu innych &quot;szarych&quot;bohaterów.<br /><br />W tym kontekście zapraszam 2 września o g. 18.00 na dyskusję o zrywie &quot;Solidarności&quot;i promocję albumu Stanisława Markowskiego pt. &quot;Ku wolności&quot;w Towarzystwie &quot;Sokół&quot;przy ul. Piłsudskiego 27 w Krakowie oraz 10 września o g. 17.00 na moje spotkanie autorskie w Zamku Królewskim w mazurskiej Nidzicy. <br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 1 września 2010 r.</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-08-25 Savonarola na Krakowskim Przedmieściu</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3328</link> 
<pubDate>25-08-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Przeciwnicy krzyża nie zdają sobie sprawy, jak bardzo naśladują ideologów z epoki Stalina i Jaruzelskiego</b></p><br /><p>Po felietonie pt. &quot;Po której stronie barierek stałby ks. Popiełuszko&quot;dostałem wiele listów, w tym - co szczególnie cieszy - od duchownych z różnych diecezji i zgromadzeń zakonnych. Jeden z nich, który z księdzem-męczennikiem odbywał służbę wojskową w kleryckim batalionie w Bartoszycach, napisał. &quot;Gdyby dziś Alek żył (takie wtedy imię nosił Jerzy), to z pewnością stanąłby w tym samym miejscu, co jego przyjaciel ks. Małkowski. I byłby tak samo lżony przez dziennikarzy jak 26 lat temu. Czy ktoś jeszcze pamięta artykuł Jerzego Urbana pt. &gt;&gt;Seanse nienawiści&lt;&lt;, opublikowany w pewnym tygodniku? Przecież niektóre obecne publikacje to wręcz kopia tego artykułu&quot;. <br /><br />Idąc za tym listem, sięgnąłem po ten artykuł i sam się zdumiałem. Zacytuję tylko krótkie fragmenty: &quot;W inteligenckiej części warszawskiego Żoliborza stoi kościół ks. Jerzego Popiełuszki&quot;- obok św. Brygidy w Gdańsku najbardziej renomowany klub polityczny w Polsce. (...) Co tam więc robi natchniony polityczny fanatyk, Savonorola antykomunizmu? (...). Jednym słowem, ten mówca ubrany w liturgiczne szaty nie mówi niczego, co byłoby nowe lub ciekawe dla kogokolwiek. Urok wieców, jakie urządza, jest całkiem odmiennej natury. Zaspokaja on czysto emocjonalne potrzeby swoich słuchaczy i wyznawców politycznych. W kościele księdza Popiełuszki urządzane są seanse nienawiści. Mówca rzuca tylko kilka zdań wyzbytych sensu perswazyjnego oraz wartości informacyjnej. On wyłącznie steruje zbiorowymi emocjami&quot;. <br /><br />Rzeczywiście, wypisz, wymaluj jak artykuł z &quot;GW&quot;czy gadka-szmatka w TVN Religia. Wystarczy w miejsce słów &quot;kościół na Żoliborzu&quot;wpisać słowa &quot;krzyż na Krakowskim Przedmieściu&quot;, a w miejsce nazwiska ks. Popiełuszki nazwisko ks. Małkowskiego, a wszystko pasuje idealnie. Urban ma prawa autorskie do swego felietonu, więc powinien pobierać tantiemy za naśladownictwo, np. od Katarzyny Wiśniewskiej czy ks. Kazimierza Sowy. Wyjątkowo swojsko zabrzmiało mi porównanie do Savonaroli. Zaraz, zaraz, kto to ostatnio użył takiego określenia? Ależ oczywiście, sam ks. Andrzej Luter, kandydat na kapelana prezydenta RP. A gdzie tak napisał? Oczywiście w gazecie, która - jak sam utrzymuje - żadnym kłamstwem i żadną nienawiścią nigdy się nie skalała. Chodzi o artykuł, który powstał na specjalne zlecenie, a w którym był łaskaw w swym kapłańskim miłosierdziu zaatakować moją skromną osobę, porównując ją do gorliwego dominikanina z Florencji. W mniemaniu autora paszkwilu i jego zleceniodawców artykuł miał być &quot;ciosem na odlew&quot;, a w rzeczywistości stał się dużym pochlebstwem. Albowiem organizatorzy egzekucji na Piazza Della Signoria za defraudacje kościelnych majątków nie cieszą się po pięciu wiekach w Toskanii dobrą sławą, ale za to ich ofiary tak. Nawiasem mówiąc, gdyby ks. Luter był uczciwym kapłanem, to powinien też za tantiemy zapłacić. A ma z czego, bo wiadoma redakcja swoim &quot;cynglom&quot;, zwłaszcza tym w koloratkach, płaci suto. Jeśli jednak tego nie zrobi, to znaczy, że jest plagiatorem, a to nie przystoi temu, kto będzie święcić wielkanocne jaja w Pałacu Prezydenckim. <br /><br />Wszystkim, którzy nadal zastanawiają się, po której stronie barierek stanąć, polecam przemyślenia Janusza Horoszkiewicza, potomka ofiar ludobójstwa. &quot;Wszystko co banderowcy mogli, wszystko co przypominało Polskę, zniszczyli. Czasy były straszne, krzyża nikt nie bronił. Jego zniszczenie nie sprawiało żadnej trudności - krzyż jednak przetrwał, podobnie jak kilka innych w okolicy. Nawet banderowcy powracający po wymordowaniu polskich wsi nie odważyli się go ruszyć. Potem przyszły kołchozy i ateizm państwowy, a krzyż dalej stał. Wielkie ciągniki gąsienicowe starannie oborywały pola, ale krzyża nie uszkodzili, traktorzyści doświadczeni przekazywali młodym, jak mają jechać, aby ogromnymi pługami go nie zaczepić. Kiedy w Moskwie zaprojektowano meliorację i prostowanie dróg, to krzyż stał na środku drogi. Więźniowie pracujący przy drodze wykopali krzyż i odłożyli na bok. Ktoś w nocy krzyż na nowo zakopał, a pop wołał: &gt;&gt;Ręce precz od Polskiego Krzyża, bo z cerkwi wyklnę&lt;&lt;. I tak krzyż przetrwał. Oby tak było także na Krakowskim Przedmieściu&quot;. <br /><br />Na koniec inna refleksja. Minęły trzy lata, odkąd co tydzień piszę felietony do &quot;Gazety Polskiej&quot;. Dlatego też bardzo cieszę się z sukcesu naszego tygodnika, którego nakład wzrósł w ostatnim czasie - uwaga! - prawie o 50 proc. To rekord na polskim rynku wydawniczym. Cieszy to tym bardziej, że osoby z nim związane są niemiłosiernie atakowane przez poprawne politycznie media. <br /><br />Cieszę się również z tego, że wzrasta nakład &quot;Gościa Niedzielnego&quot;, który wśród tygodników pokonał nawet &quot;Politykę&quot;i &quot;Newsweeka&quot;. Za to na łeb, na szyję poleciało &quot;Wprost&quot;Tomasza Lisa. Z kolei niewielu nowych czytelników zyskał lewicowy &quot;Przegląd&quot;i lewicujący (że tak to nazwę) &quot;Tygodnik Powszechny&quot;. I to pomimo ogromnej akcji promocyjnej tego ostatniego. Takie efekty daje zarozumiałość, a także smutne rekordy wazeliniarstwa osiągane przez jego niektórych redaktorów. Podlizują się oni zarówno obozowi rządzącemu, jak i swemu właścicielowi, którym nie jest już - jak niektórzy błędnie sądzą - kuria krakowska, ale koncern medialny ITI. Tygodnik ten, uchodzący dotychczas za niezależny, sprzedał się bowiem całkowicie, nawet się przy tym nie rumieniąc. <br /><br />Drodzy czytelnicy &quot;Gazety Polskiej&quot;, cieszmy się więc wspólnie i nadal pytajmy w kioskach o nasz tygodnik. <br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 25 sierpnia 2010</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-08-17 Przyjaciele znad Dźwiny </title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3303</link> 
<pubDate>17-08-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><b><span style="FONT-FAMILY: ">Litwini w sprawie traktowania mniejszości narodowościowych powinni się uczyć od swych łotewskich pobratymców</span></b><span style="FONT-FAMILY: "></span></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> </p><p /><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: ">8 sierpnia br. doszło na Łotwie do niezwykłego wydarzenia. Niezwykłego, bo po raz pierwszy w historii święcenia nowego rzymskokatolickiego arcybiskupa odbyły się w Rydze w katedrze nie katolickiej, lecz luterańskiej. W świątyni tej znajduje się grób św. Meinarda, misjonarza z XII w., a zarazem pierwszego ryskiego biskupa. Jest on tutaj czczony tak jak św. Wojciech w naszym kraju. W czasie swojej pielgrzymki na Łotwę w 1993 r. papież Jan Paweł II zatwierdził jego wielowiekowy kult. Wybór miejsca świeceń biskupich był więc nawiązaniem do historycznej tradycji, a zarazem konkretnym przejawem współczesnego ekumenizmu. <br /><br />Święcenia te były też wydarzeniem ważnym dla naszych rodaków. Otóż nowy arcybiskup, a zarazem jedyny metropolita owego nadbałtyckiego kraju, 55-letni ks. Zbigniew Stankiewicz, jest Polakiem z urodzenia. Drogę do kapłaństwa miał on niełatwą. Nie mógł w czasach komunistycznych studiować teologii, więc najpierw ukończył Politechnikę Ryską, a następnie pracował jako inżynier w stoczni. Cały czas aktywnie działał w Związku Polaków, dochodząc do stanowiska wiceprezesa. Dopiero w 1990 r. wyjechał do seminarium duchownego w Lublinie. Już jako ksiądz podjął dalsze studia w Rzymie. Obok polskiego i łotewskiego, którymi posługuje się na co dzień, zna kilka innych języków. Przez kilka lat był ojcem duchownym w ryskim seminarium duchownym. Jest autorem licznych artykułów naukowych, a także osobą związaną ze światem dziennikarskim. Zajmuje się też alpinistyką. Pomimo młodego jak na arcybiskupa wieku jest on wszechstronnie przygotowany do pełnienia swych obowiązków, ma przy tym różnorodne doświadczenia życiowe. W swoim pierwszym liście pasterskim napisał, że priorytetem jego posługi będzie odrodzenie Łotwy. Zapewnił, że chce służyć Bogu i społeczeństwu. Jego ingres do katedry katolickiej św. Jakuba odbędzie się 21 sierpnia. </span></p><p /><p style="LINE-HEIGHT: normal; TEXT-INDENT: 0cm; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: ">Opisując to wydarzenie kościelne, warto przypomnieć inne więzy łączące Polskę z tym małym krajem nad Dźwiną. Zamieszkany przez plemiona bałtyckie został on podbity przez niemiecki Zakon Kawalerów Mieczowych, którzy zaszczepili tutaj chrześcijaństwo. Po klęsce w bitwie ze Szwedami rycerze-zakonnicy zostali w 1239 r. wchłonięci przez Zakon Krzyżacki, a arcybiskupstwo w Rydze stało się metropolią dla wszystkich zakonnych diecezji, także w Prusach. Niemcy od tej pory dominowali w miastach, a rodzimi mieszkańcy tych ziem w wioskach. Z okazji rocznicy bitwy grunwaldzkiej trzeba zaznaczyć, że rycerstwo z Inflant (tak wówczas nazywano obecne tereny Łotwy i Estonii) walczyło przeciwko wojskom polskiego króla. Za czasów króla Zygmunta II Augusta inflancka gałąź Krzyżaków została sekularyzowana, a ich państwo stało się wspólną własnością Polski i Litwy. Wyjątek stanowiła Kurlandia, która stała się księstwem lennym. Przez pewien czas posiadała ona nawet swoje faktorie kupieckie w Ameryce. Przez całe pokolenia Rzeczpospolita toczyła zacięte wojny o Inflanty ze Szwecją i Rosją. Ta ostatnia wyszła z tego zwycięsko i zagarnęła całą krainę dla siebie. Niemniej jednak zachowały się silne wpływy polskie, szczególnie na południu Łotwy, a wiele tamtejszych spolonizowanych rodów szlacheckich pozytywnie zapisało się w historii. </span></p><p /><p style="LINE-HEIGHT: normal; TEXT-INDENT: 0cm; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: ">Szczególnie silne więzy, tak polityczne, jak i militarne, połączyły Polskę i Łotwę po I wojnie światowej, kiedy to oba kraje musiały walczyć o swoją niepodległość z Rosją radziecką. W 1919 r. doszło do zwycięskiej tzw. operacji dyneburskiej, prowadzonej przez polskie wojska pod dowództwem gen. Rydza-Śmigłego, w wyniku której odbito część ziem łotewskich z Dyneburgiem, czyli Dźwińskiem, zamieszkanym m.in. przez mniejszość polską. Tereny te przekazano rządowi w Rydze. Z kolei w 1939 r. wielu Polaków schroniło się na Łotwie. W czasach okupacji radzieckiej szczególne więzy połączyły katolików polskich i łotewskich. Wspomniane bowiem arcybiskupstwo ryskie było jedną z dwóch (obok Wilna) legalnie działających metropolii katolickich w ZSRR. Dlatego też podlegała mu większość parafii polskich na terenie ówczesnego imperium, w tym katedralna we Lwowie. Z kolei seminarium ryskie przyjmowało polskich kandydatów z całych dawnych Kresów Wschodnich. Złotymi zgłoskami zapisał się m.in. absolwent tegoż seminarium ks. Władysław Wanags, proboszcz w Gródku na Podolu. Choć sam przyznawał się do korzeni łotewskich, to jednak w odrodzonej diecezji kamieniecko-podolskiej był niekwestionowanym &quot;królem polskim&quot;. <br />Problemy narodowościowe w niepodległej Łotwie są trudne. W państwie dominują Łotysze, którzy straszliwie przetrzebieni w czasach niewoli radzieckiej stanowią niecałe 60 proc. Trzy czwarte z nich to luteranie, a jedna czwarta to katolicy. Rosjanie stanowią 30 proc. i jeżeli wierzą, to są związani z prawosławiem. Polaków (prawie sami katolicy) jest w całym kraju 2 proc., ale w Dźwińsku prawie 15 proc. </span></p><p /><p style="LINE-HEIGHT: normal; TEXT-INDENT: 0cm; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: ">Na koniec informacja z sąsiadującej z Łotwą Litwą. Niestety smutna. Otóż litewskie władze dążą do likwidacji dwóch trzecich polskich szkół. Przeciwko temu protestuje polski rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Napisał on także listy z prośbą o pomoc do marszałka Borusewicza i minister Hall, ale znając ich poglądy polityczne, to raczej wsadzą głowy w piasek. Sprawę trzeba więc uważnie monitorować. A tak na marginesie, to szkoda, że Litwini w sprawie traktowania mniejszości narodowościowych niczego nie nauczyli się od swych łotewskich pobratymców. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: ">ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 18 sierpnia 2010 r. </span></p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-08-11 Po której stronie barierek stałby ks. Popiełuszko?</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3284</link> 
<pubDate>11-08-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><i style="mso-bidi-font-style: normal"><span style="COLOR: black">Nic tak nie razi jak pogarda duchownych wobec wiernych, </span></i><i style="mso-bidi-font-style: normal"><span lang="PL" style="COLOR: black; mso-ansi-language: PL">dla których powinni oni być pasterzami.</span></i><i style="mso-bidi-font-style: normal"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL"></span></i></p><p /><p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL">Vox populi, vox Dei (głos ludu głosem Boga) - ta stara rzymska zasada, znana z początków chrześcijaństwa,<span style="mso-spacerun: yes">  </span>przed paroma dniami zwyciężyła po raz kolejny, tym razem na ulicach Warszawy. Przykro mi to pisać, ale stołeczny Kościół niestety nie popisał się. Władze archidiecezje warszawskiej, które cenię<span style="mso-spacerun: yes">  </span>za wiele spraw, wyraźnie zawiódł zmysł duszpasterski. Z jednej bowiem strony ustawicznie powtarzały one, że nie są stroną sporu, mając przy tym pełną rację, bo archidiecezja nie jest ani właścicielem Krzyża Smoleńskiego, ani placu na którym on stoi. Poza tym cały ten konflikt wywołali nie wierni czy duchowni archidiecezji, ale sam prezydent-elekt poprzez swoją kontrowersyjna wypowiedź medialną. </span></p><p /><p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL">Z drugiej zaś strony władze kościelne dały się uwikłać w procedurę tzw. przenosin, które w rzeczywistości byłą likwidacją tej religijno-narodowej pamiątki. Wysyłanie zaś młodych księży ubranych w sutanny, komże i stuły, w asyście straży miejskiej rozpylającej gaz łzawiący, było chyba od czasu nominacji poprzedniego arcybiskupa warszawskiego najfatalniejszym posunięciem strony kościelnej. Przy okazji rodzi się pytanie, dlaczego kasztany z ognia chciano wyciągać rękami owych młodych duchownych, a nie tych, co tzw. porozumienie podpisywali? Czyżby ci ostatni nie mieli odwagi tam udać się? A może z góry przewidywali, że sprawa zakończy się tak jak się zakończyła? </span></p><p /><p class="tresc" style="MARGIN: auto 0cm"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL">Honor duchownych warszawskich uratował ks. Stanisław Małkowski, kapłan niezłomny i przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki. Cytuję za KAI: &#8222;</span><i style="mso-bidi-font-style: normal">Osoby zgromadzone na Krakowskim Przedmieściu wznosiły okrzyki, m.in. &#8222;Nie damy krzyża&#8221;, &#8222;Nie zabierajcie nam krzyża&#8221;, nawołując do jego obrony. Odbyła się więc jedynie krótka uroczystość poświęcenia krzyża. Poświęcił go ks. Stanisław Małkowski, kapłan związany z &#8222;Solidarnością&#8221;. Ksiądz podszedł też do protestujących i porozmawiał z nimi. Podziękował wszystkim, którzy pilnują krzyża. Po jego interwencji otwarto barierki, które wcześniej zebrani usiłowali sforsować, i zgromadzeni podeszli do krzyża. &raquo;</i></p><p><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL"></span></p><p><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL"></span></p><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL"><p class="MsoNormal" style="BACKGROUND: white; MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL">Dobra i wyważona była też homilia ks. prałata Henryka Małeckiego. <em>Powiedział on w kościele św. Anny, <span style="mso-bidi-font-weight: bold">że krzyż jest znakiem miłości, łączy się ze służbą i poświęceniem dla innych.</span> Bronił też wiernych &#8222;Ludzie, którzy chcą, aby krzyż pozostał przy Krakowskim Przedmieściu, mają prawo do wyrażania swoich emocji. (&#8230;) Często przedstawiani są oni w mediach w sposób schematyczny, jako fanatycy (&#8230;) Ale oni chcą, by ta tragedia została wyjaśniona i żeby to się nie zabliźniło. Ci ludzie mają lęk, gdy patrzą na rzeczywistość. Poza tym boją się, czy to nie będzie tak, że jakiś popularny polityk powie, że przeszkadzają mu krzyże w szkołach, w szpitalach&quot;.</em> </span></p></span><p class="MsoNormal" style="BACKGROUND: white; MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL"></span></p><p class="MsoNormal" style="BACKGROUND: white; MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL">Mówił także o znaczeniu krzyża w życiu ludzi i społeczeństw. Powiedział także:<em> &quot;Krzyż wiesza się na piersiach ludzi oddanych służbie państwa, społeczeństwa, wartościom. (&#8230;) Krzyż łączy ludzi w miłości, ale jeżeli ktoś tego znaku nie potrafi odczytać, to nie łączy, a nawet przeszkadza&#8221;. Podkreślił również, że na Krakowskim Przedmieściu było dużo policji i straży miejskiej, dodając na końcu &quot;Kiedy zobaczyłem taką rzeszę policji, poczułem lęk i zażenowanie&quot;<br style="mso-special-character: line-break" /><br style="mso-special-character: line-break" /></em></span><p /><p /><p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL"></span></p><p /><p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL">Od kilku drzwi kurii warszawskiej są szturmowane przez przedstawicieli prezydenta, premiera i prezydent stolicy, domagających się, aby wysłać kolejnych duchownych, tym razem w asyście armatek wodnych i wozów bojowych. Oby arcybiskup Kazimierz Nycz, który niedawno przygotowywał beatyfikację ks. Popiełuszki, nie uległ tej presji i był konsekwentny, iż Kościół nie jest dla władzy świeckiej &#8222;chłopcem na posyłki&#8221;. Inna sprawa, że warto, aby wszyscy biskupi i duchowni, którzy nie tak dawno tłumnie wzięli udział we wspomnianej beatyfikacji, mieli odwagę odpowiedzieć sobie na pytanie: po której stronie barierek na Krakowskim Przedmieściu stałby dziś błogosławiony Ksiądz Jerzy? </span></p><p /><p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="COLOR: black">Nic tak nie razi jak pogarda duchownych wobec wiernych, </span><span lang="PL" style="COLOR: black; mso-ansi-language: PL">dla których powinni być oni pasterzami. Dlatego też w sporze o Krzyż Smoleński na Krakowskim Przedmieściu nie szokują mnie tyle ataki personalne ze strony &#8222;Gazety Wyborczej&#8221;, co agresywne wypowiedzi biskupa Tadeusza Pieronka, jezuity Jacka Prusaka czy redaktorów Kazimierza Sowy i Adama Bonieckiego.<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Wszyscy oni są związani z Krakowem. Dołączył do nich rzecznik kurii krakowskiej Robert Nęcek, nazywając wiernych &#8222;ludźmi podającymi się za wierzących&#8221;. A może, parafrazując tę wypowiedź, jest inaczej i kościół od wewnątrz rozkładają nie wierni, ale &#8222;duchowni podający się za wierzących&#8221;?</span></p><p /><p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="COLOR: black; mso-ansi-language: PL">Wypowiedzi powyżej cytowanych duchownych, z których większość zatrudniono jest na lukratywnych kontraktach w &#8222;poprawnie politycznie&#8221; mediach, oznaczają, że język kardynała Karola Wojtyły &#8211; radykalny, ale pełen szacunku dla osób o odmiennych poglądach - odchodzi w Kościele krakowskim (i chyba nie tylko krakowskim) do przeszłości. Odkąd metropolitą został kardynał Stanisław Dziwisz zielone światło pali się dla małych &#8222;palikotków&#8217; w koloratkach (o ile oni je jeszcze noszą). Kardynał postawi Janowi Pawłowi II jeszcze ze sto kolejnych pomników i wybuduje gigantyczne centrum, ale szkoda, że przebywając z nim tak długo ani on sam nie nauczył się jego języka, ani nie potrafił nauczyć go innych. </span></p><p /><p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="COLOR: black; mso-ansi-language: PL">Kardynał ciągle apeluje do wiernych, aby dawali pieniądze na budowę owego centrum. O ile więc nie powstrzyma bpa Pieronka i innych podwładnych mu duchownych od kolejnego poniżania ludzi, to wierni mogą przestana dawać swoje datki. Obym znów nie był Kasandrą. </span></p><p /><p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span lang="PL" style="mso-ansi-language: PL"></span></p><p /><p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" /><p> ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 11 sierpnia 2010</p><p /><p> </p><p /><p> </p><p /><p /></p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-08-06 Bitwa narodów</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3269</link> 
<pubDate>06-08-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <div class="\"header\""><p>W 1944 r. - w Powstaniu Warszawskim - obok Polaków i Niemców walczyli także przedstawiciele innych nacji, i to zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie powstańczych barykad.</p></div><p class="\"content\"">Kolejna rocznica Powstania Warszawskiego jest dobrą okazją do odsłonięcia mało znanych <font color="#008000">kart </font>jego historii, wśród których jest udział w walkach cudzoziemców. Po stronie powstańców było ich bardzo niewielu - jedyną odrębną formacją, którą tworzyli, był 535. pluton AK, składający się w większości ze Słowaków. W odróżnieniu od innych powstańców nosił oni opaski biało-niebiesko-czerwone z godłem Słowacji. Pluton walczył dzielnie na Czerniakowie. W innych plutonach znajdowali się pojedynczy Węgrzy, Czesi, Francuzi, Gruzini i Ormianie, było także kilku Holendrów i Belgów, a nawet jeden Australijczyk. Byli to zbiegli jeńcy, dezerterzy z wojsk hitlerowskich lub osoby, które założyły tu rodziny i od dawna mieszkały w polskiej stolicy.</p><p class="\"content\"" /><p class="\"content\""><br />Do oddziałów powstańczych przyłączali się także Żydzi, oswobodzeni z obozu &quot;Gęsiówka&quot;, pochodzący z Węgier, Rumuni i Grecji. Do cudzoziemców niosących pomoc powstańcom należy zaliczyć także lotników alianckich z Wielkiej Brytanii, Kanady, Nowej Zelandii i Afryki Południowej, którzy jako ochotnicy brali udział w lotach z zaopatrzeniem zrzucanym na spadochronach. Były to misje wręcz samobójcze, ponoć tak ryzykowne jak atak samolotów torpedowych na japońskie pancerniki. Dlatego też wielu z nich poległo. Będąc w tym roku w Ottawie, widziałem pomnik ku czci kanadyjskich pilotów, którzy nieśli pomoc naszej stolicy i nad nią zginęli. Jednego z wielkich zrzutów dokonali również Amerykanie, ale okazał się niecelny - w 85 proc. wpadł w ręce niemieckie. W ostatniej fazie powstania latali także Rosjanie, ale oni zrzucali ładunki bez spadochronów, dlatego większość zaopatrzenia docierała do powstańców całkowicie zniszczona.</p><p class="\"content\""><br />Osobną sprawą jest udział Kresowian w walkach o Warszawę. Ci oczywiście cudzoziemcami nie byli, choć niektórzy pochodzili z rodzin mieszanych. Walczyli oni w oddziałach armii Berlinga, która próbowała przeprawić się przez Wisłę, idąc na pomoc walczącej stolicy. Wielu z nich zginęło, gdyż nie mieli żadnego <font color="#008000">doświadczenia </font>w walkach ulicznych. Poza tym dowództwo radzieckie nie wsparło utworzonych przyczółków. Kresowianie walczyli także w szeregach zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK, słynnego partyzanta, por. Adolfa Pilcha &quot;Doliny&quot;, które jako jedyne przebiło się do Warszawy. Poniosło ono ciężkie straty w walkach o Dworzec Gdański.</p><p class="\"content\"" /><p class="\"content\""><br />Całkiem inaczej sytuacja wyglądała po stronie niemieckiej, gdzie formacji cudzoziemskich było sporo. Jeszcze przez wybuchem powstania na terenie Warszawy stacjonowały oddziały policji i SS złożone z kolaborujących obywateli Związku Radzieckiego. Po 1 sierpnia gen. Erich von dem Bach-Zelewski (zgermanizowany Pomorzanin z Lęborka) sprowadził nowe oddziały, bezlitosne dla ludności cywilnej. Najbardziej okrutna spośród nich była RONA (Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armia), czyli Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa. Dowodził nią pół-Polak Bronisław Kamiński, urodzony pod Witebskiem, swego <font color="#008000">czasu </font>oficer sowiecki, później organizator milicji kolaboranckiej w okolicach Briańska na Białorusi. Była to formacja składającą się głównie z Rosjan, Ukraińców i Białorusinów, dobrze uzbrojonych przez hitlerowców. Nie należy mylić jej z ROA (Russkaja Oswoboditielnaja Armia), dowodzoną przez gen. Andireja Własowa, choć wszystkich rosyjskich kolaborantów popularnie nazywa się &quot;własowcami&quot;.</p><p class="\"content\"" /><p class="\"content\""><br />W trzecim dniu powstania wydzielone oddziały RONA w liczbie 1700 żołnierzy, dowodzonych przez mjr. Jurija Frołowa, zostały przerzucone na Ochotę. Tutaj w ciągu kilkunastu dni dokonały potwornych mordów na cywilach, w tym w szpitalach, które wpadły w ich ręce, oraz na tzw. Zieleniaku, czyli bazarze przekształconym w obóz dla jeńców. Zgładzono prawie 10 tys. bezbronnych osób. Mordy te połączone były z rabunkiem. Sam Kamiński zgromadził całą skrzynię złota i precjozów. W końcu został uwięziony przez samych Niemców i zgładzony. Inną złowieszczą formacją były oddziały złożone z muzułmańskich żołnierzy, także radzieckich obywateli. Ci byli szczególnie okrutni wobec kobiet. Chodzi o dwa bataliony azerbejdżańskie, podporządkowane złożonej z kryminalistów brygadzie Oskara Dirlewangera. Dołączono do nich 3. pułk doński. W ten sposób powstała szturmowa formacja będąca mieszaniną pospolitych przestępców, kolaborujących Azerów i Turkmenów oraz rosyjskich Kozaków. Tylko na Woli wymordowali oni 40 tys. osób.</p><p class="\"content\""><br />W Warszawie walczył także Legion Wołyński. Jego dowódcą był Petro Diaczenko, postać ponura. Urodzony pod Połtawą, walczył po 1917 r. w formacjach ukraińskich. Cztery lata później, tak jak wielu innych żołnierzy, został internowany w naszym kraju. Stworzono mu możliwość służby w polskiej armii. Ukończył Wyższą Szkolę Wojenną w Warszawie, uzyskując stopień majora dyplomowanego. Był oficerem kontraktowym w 3. pułku szwoleżerów mazowieckich. Po kampanii wrześniowej przeszedł na stronę niemiecką. Legion składający się wyłącznie z Ukraińców dokonał krwawych rzezi polskich wsi. We wrześniu 1944 r. został przerzucony na Czerniaków, gdzie również dopuścił się okrucieństw. Rzecz ciekawa, po wojnie Diaczenko przeszedł na służbę wywiadu amerykańskiego - stał się jej płatnym agentem. Do końca swoich dni żył spokojnie pod Nowym Jorkiem, a rząd polski nigdy nie wystąpił o jego ekstradycję.</p><p class="\"content\""><br />Z kolei gen. von dem Bach-Zelewski wprawdzie zmarł w więzieniu, nie został jednak skazany za wymordowanie setek tysięcy Polaków i Żydów, lecz za zabicie... sześciu niemieckich komunistów.</p><p class="\"content\""><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 4 sierpnia 2010</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-07-28 Rocznica Krwawej Niedzieli</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3248</link> 
<pubDate>28-07-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Władze państwowe bały się cokolwiek uczynić, ale skonsolidowane organizacje społeczne po raz kolejny dokonały wyłomu w murze milczenia</b></p><br /><p>Wstępem do obchodów 67. rocznicy apogeum ludobójstwa na Kresach były prelekcje, które na początku lipca wygłosiłem w liceum księży salezjanów w Lubinie i auli klasztoru ojców franciszkanów w Legnicy. Władzom tych zakonów należą się słowa uznania. Z kolei w niedzielę 11 lipca na frontonie kościoła pw. Świętych Piotra i Pawła w Myszkowie poświęciłem pamiątkową tablicę z napisem &quot;W hołdzie ponad 200 tysiącom zamordowanych Polaków na Kresach Południowo-Wschodnich II RP przez ludobójców z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach 1939-1947 - Rodacy&quot;. Tablica powstała z inicjatywy ks. prałata Jarosława Koczura, który wprawdzie nie ma kropli krwi kresowej, ale z ogromną miłość odnosi się do ziem utraconych, gdyż został wychowany w Bytomiu przez lwowskich nauczycieli. Były poczty sztandarowe i wielu wiernych. To pierwsza tego typu uroczystość w tym rejonie Polski. Na zakończenie odśpiewano hymn narodowy. Spisała się TVP, która sprawozdanie z Myszkowa umieściła we wszystkich serwisach. Jeżeli ktoś będzie w drodze na Jasną Górę, warto skręcić do Myszkowa na ul. Jana Pawła II, aby zatrzymać się przy tym kościele.</p><p>Tego samego dnia odbyły się podobne uroczystości w pięćdziesięciu innych miejscowościach, w tym m.in. w Dzierżoniowie, Zielonej Górze, Brzegu i Szczecinie. Złożono wieńce i zapalono znicze także przy Krzyżu Wołyńskim w Chełmie i pod pomnikiem ku czci ofiar ludobójstwa na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Na tym pomniku wyryty jest słynny już w całym kraju napis &quot;Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary&quot;. W czasie wakacyjnych wojaży warto odwiedzić te miejsca, aby uczyć swoje dzieci i wnuki prawdziwej historii.</p><p>Z uroczystościami związany był apel młodych internautów do prezydenta elekta Bronisława Komorowskiego, wsparty przez redakcje portali Niepoprawni.pl i Blogmedia24.pl. Czytamy w nim: &quot;W związku z 67. rocznicą Krwawej Niedzieli, która miała miejsce 11 lipca 1943, a która jest symbolem wszystkich zbrodni UON-UPA z lat 1939-1947, dokonanych na ludności polskiej, żydowskiej, ormiańskiej oraz ukraińskiej, zwracamy się do Pana Prezydenta z apelem o podjęcie działań mających na celu uznanie zbrodni wołyńskiej za ludobójstwo. Aby tragiczne wydarzenia nie miały już nigdy miejsca, należy stanąć wobec nich w prawdzie i pokorze. &quot;Historia magistra vitae est&quot;. Ta łacińska fraza ma zastosowanie wtedy i tylko wtedy, gdy wydarzenia historyczne są obiektywnie znane i gdy dyskusja o nich jest możliwa w atmosferze otwartości i szczerości. W przeciwnym razie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów z przeszłości.</p><p>Postawę taką należy przyjąć także wobec wydarzeń na Wołyniu, włączając w to ich uwarunkowania i przyczyny. Wierzymy, iż pojednanie, przebaczenie i budowanie prawidłowych relacji między Narodami jest możliwe tylko wówczas, gdy jest oparte na prawdzie. Uważamy, że pierwszym, koniecznym, zdecydowanym krokiem do przezwyciężenia tego balastu zła powinno być uznanie pogromów wołyńskich za ludobójstwo&quot;.</p><p>Piękne i mądre słowa. Jakże wspaniałą mamy młodzież! Tylko czy Komorowski, wierny uczeń głównych ideologów Unii Wolności, będzie miał odwagę odpowiedzieć na ten apel. Osobiście wątpię. Wątpię również, czy Donald Tusk, tak bardzo owładnięty koncepcją &quot;grubej kreski&quot;, odpowie na apel skierowany do niego. Jest to apel środowisk kresowych, które w przededniu uroczystości zebrały się na konferencji naukowej w Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie. Przy okazji słowa uznania także dla władz wojskowych za udostępnienie sali. W apelu tym czytamy: &quot;Sejm RP 15 lipca 2009 podjął uchwałę w sprawie tragicznego losu ludności polskiej na Kresach. Jest to pierwszy i jedyny akt państwowy w tej marginalizowanej dotąd sprawie. Uchwała sejmowa wzywa wszystkie instancje państwa, w tym władzę wykonawczą, by tragedia Polaków na Kresach II RP została przywrócona świadomości historycznej współczesnych pokoleń.</p><p>Zgromadzenie przedstawicieli 14 organizacji społecznych, zajmujących się tą tragedią Polaków, zwraca się do Pana Premiera z zapytaniem, co powoduje, że Rząd RP nie zainteresował się tym aktem Sejmu. Nie ma dotąd, mimo upływu dwunastu miesięcy, żadnego stanowiska władz odnośnie do tej uchwały. Wiemy wszyscy, że dotychczas społeczeństwo polskie nie było informowane przez instytucje państwowe o stanie wiedzy o eksterminacji Polaków przez nacjonalistów ukraińskich&quot;.</p><p>Kulminacją uroczystości był apel poległych na skwerze Wołyńskim w Warszawie. Nikt z głównych polskich polityków, niezależnie od opcji politycznej, nań nie przybył. Czy był to znów strach przed ambasadorami obcych państw, czy też tylko zwykła arogancja wobec wyborców? Nie przyszli również sekretarz i przewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, czyli Andrzej Kunert i Władysław Bartoszewski. Przybył natomiast ukraiński deputowany Wadim Kolesniczenko, który udzielił portalowi Kresy.pl wywiadu pt. &quot;Bandyci z OUN-UPA nie mieli żadnego związku z utworzeniem państwa ukraińskiego&quot;. Byli też inni goście z Ukrainy. Ich obecność zadaje kłam stwierdzeniem Henryka Wujca i Pawła Kowala, którzy publicznie twierdzili, że jakoby organizatorzy na uroczystości nie zaprosili strony ukraińskiej. Zgrzytem był również fakt, że mniejszość ukraińska pomimo apeli rodzin pomordowanych w tym czasie urządziła huczne imprezy rozrywkowe w Bartoszycach i Przemyślu. Bez komentarza.</p><p>Gazeta Polska, 28 lipca 2010</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-07-21 Spór o prawdę będzie trwał</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3226</link> 
<pubDate>21-07-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>PO i SLD położyły już krzyżyk na Polakach z Kresów, a PiS wciąż robi krok do przodu i krok do tyłu</b></p><p><br />Zgodnie z zapowiedzią relacjonuję dalszą część spotkań kresowych, które rozpoczęły się pod koniec maja, a zakończyły w połowie lipca. Obok wspomnianych w poprzednim felietonie bardzo udanych sesji naukowych we Wschowie, Kędzierzynie-Koźlu i Prabutach warto wymienić trzy ważne wydarzenia, które odbyły się we Wrocławiu. Pierwszym z nich były &quot;ETNO-impresje&quot;, w ramach których wraz pisarzem Stanisławem Srokowskim mówiłem o tradycji Kresów oraz o dokonanej tam zagładzie. Następnie pod przewodnictwem dr Barbary Kwiatkowskiej- Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego został rozstrzygnięty konkurs dla uczniów szkół średnich na najlepszą pracę o tematyce kresowej. Napłynęło wiele ciekawych opracowań, co bardzo cieszy, bo bez pracy z młodzieżą nie ma mowy o podtrzymywaniu tradycji narodowych. </p><p>Drugim wydarzeniem był Koncert Kresowy, który odbył się na wrocławskim rynku z okazji podsumowania akcji &quot;Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia&quot;. Na scenie wystąpiły polskie zespoły z Sądowej Wiszni i Żytomierza oraz zespół tańca ludowego UMCS z Lublina. Koncert był podziękowaniem dla dolnośląskich uczniów, którzy zbierali po złotówce na ratowanie polskich cmentarzy za Bugiem. Młodzi ludzie mogli także zapoznać się z historią swoich rodzin, które bardzo często wywodzą się z Kresów. Animatorką całej tej akcji jest Grażyna Orłowska, autorka programu telewizyjnego &quot;Studio Wschód&quot;. </p><p>Trzecim wydarzeniem była konferencja naukowa pt. &quot;Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach II RP w latach 1939-1946&quot;, zorganizowana na Uniwersytecie Wrocławskim. Była to ta sesja, która pod naciskami podwładnych Radka Sikorskiego i ambasady Ukrainy nie mogła się odbyć w ubiegłym roku. Jednak w wyniku ogromnej determinacji jej organizatora, dr. hab. Bogusława Pazia, w końcu doszła do skutku, choć rektor prof. Marek Bojarski bez podania przyczyny odmówił patronatu. Odmówiła go także TVP i &quot;Rzeczpospolita&quot;. Formuła konferencji gwarantowała wolno?ć wypowiedzi, nawet tych najbardziej kontrowersyjnych, ale pomimo wystosowanych zaproszeń od udziału uchylili się m.in. greckokatolicki biskup Włodzimierz Juszczak z Wrocławia, Jarosław Hrycak ze Lwowa, piewca ideologii nacjonalistycznej, oraz Bogumiła Berdychowska, organizatorka akcji przeciwko postawieniu pomnika ku czci pomordowanych Kresowian (była ona za to chwalona przez Kongres Ukraińskich Nacjonalistów). Szkoda, bo wszyscy oni mogli publicznie przedstawić swoje racje i poddać je pod dyskusje. Z kolei naczelnik Marek Sosnowski w imieniu Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu odmówił zgody na przyjazd trzech prokuratorów, którzy mieli powiedzieć o prowadzonych przez siebie śledztwach w sprawie ludobójstwa na Kresach. Oczywiście polscy politycy bali się nawet przekroczyć próg uczelni. To wszystko najlepiej pokazuje, do jakiej paranoi doszła Trzecia RP w sprawie prawdy historycznej. </p><p>Pomimo to konferencję otworzył dziekan Wydziału Nauk Społecznych prof. Jerzy Juchnowski, a zamknął dyrektor Instytutu Filozofii prof. Leon Miodoński. Przybyli prelegenci z kilku ośrodków akademickich w kraju i z zagranicy. Wśród gości zagranicznych znaleźli się prof. Ihor Iljuszyn i dr Adolf Kondracki z Kijowa, dr Per Rudling, Szwed wykładaj?cy w Kanadzie, oraz prof. Shalom Newman z Bostonu, polski Żyd urodzony we Lwowie. Jak zwykle interesuj?ce były referaty polskich specjalistów Ewy Siemaszko, dr Lucyny Kulińskiej, dr. Andrzeja Zięby i prof. dr. hab. Czesława Partacza. Konferencja wrocławska była jedną z pierwszych, która nie była kontrolowana przez zwolenników Bandery i przez polskie środowiska je wspieraj?ce. Wstęp był wolny dla każdego i głos w dyskusji też mógł zabrać każdy. Obecnie przygotowywane jest wydanie tomu z wygłoszonymi referatami. </p><p>Z innych wydarzeń odnotować należy także wykłady o tragedii Kresów, które mogłem wygłosić w Ziębicach dzięki zaproszeniu ks. dr. hab. Bogusława Konopki, proboszcza bazyliki mniejszej, i dr. Mariusza Szpilarewicza, dyrektora zespołu szkół średnich, a także wykłady, które odbyły się w Dzierżoniowie i siedzibie NSZZ &quot;Solidarność&quot;w Częstochowie. W tym ostatnim spotkaniu obok władz związku uczestniczył także poseł Szymon Girzyński z PiS, co trzeba podkreślić, bo polityka tej partii wobec prawdy historycznej i losu naszych rodaków nad Dniestrem, Niemnem i Wili? - pomimo wcześniejszych deklaracji - znów przypomina taniec, w który wykonuje się tyle samo kroków do przodu i do tyłu. </p><p>Za tydzień relacja z ogólnopolskich uroczystości, które 11 lipca odbyły się ku czci ofiar Krwawej Niedzieli. </p><p><br /><em>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska</em> <a href="http://www.klubygp.pl/art1.php"></a></p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-07-14 Trzeba miec honor</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3208</link> 
<pubDate>14-07-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"><b>Wypowiedzi bp Pieronka i ks. Sowy pokazują jak bardzo &#8222;poprawność polityczna&#8221; zagnieździła się w Kościele. </b></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> </p><p><table style="WIDTH: 100%; mso-cellspacing: 1.5pt" border="0" cellpadding="0" width="100%"><tbody><tr><td style="BORDER-BOTTOM: #ece9d8; BORDER-LEFT: #ece9d8; PADDING-BOTTOM: 0.75pt; BACKGROUND-COLOR: transparent; PADDING-LEFT: 0.75pt; PADDING-RIGHT: 0.75pt; BORDER-TOP: #ece9d8; BORDER-RIGHT: #ece9d8; PADDING-TOP: 0.75pt"><p><span style="FONT-FAMILY: ">Hilary Clinton czasami przypomina &#8222;</span><span style="FONT-FAMILY: ">Robocopa&#8221; z amerykańskiego filmu. Wyćwiczone gesty, lodowate oczy i oczywiście zero ciepłych uczuć. Widać to było szczególnie w czasie jej niedawnej wizyty w Krakowie. Niektórzy spodziewali się, że uczucia te jednak nasz gość okaże, choćby poprzez odwiedzenie grobu Tadeusza Kościuszki, który przecież za wolność Ameryki walczył, lub poprzez złożenie wieńca na sarkofagu Lecha Kaczyńskiego, wiernego sojusznik USA.<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Niestety, choć Clinton ma wiele cech męskich, to jednak na taki gest się nie zdobyła. </span><span style="FONT-FAMILY: ">Cała sprawa została zbyła króciutkim postojem po Krzyżem Katyńskim. Co więcej, na spotkanie z rodzinami poległych pod Smoleńskiem nie zaproszono ani rodziny śp. Janusza Kurtyki, ani śp. Zbigniewa Wassermanna, choć to rodziny krakowskie. Nie zaproszono także, co już bardzo szokuje, nikogo z krewnych śp. Pary Prezydenckiej. No cóż, wdzięczność nie jest typową amerykańską cechą. Poza tym, nie wszyscy wielcy politycy, chcą pamiętać, że kiedyś będą oceniani<span style="mso-spacerun: yes">  </span>przez historię nie tylko za swą skuteczność, ale także za to, czy postępowali z honorem czy bez. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: ">Innym wydarzeniami w Krakowie, niestety też niehonorowymi, były wypowiedzi dwóch duchownych: biskupa Tadeusza Pieronka i ks. Kazimierza Sowy. Pierwszy z nich nie jest biskupem krakowski, choć od lat mieszka na Wawelu Swego czasu został posłany do robotniczego Zagłębia, ale praktycznie nigdy tam posługi duszpasterskiej nie podjął. Za niskie progi na tak ważne nogi. W 1998 r. sam przerwał tę fikcję i złożył rezygnację z funkcji sosnowieckiego biskupa pomocniczego. Pozostał biskupem &#8222;bez ziemi&#8217;, co jest unikatem w polskim Kościele.<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Od lat jest ściśle związany Unią Wolności i &#8222;Gazetą Wyborczą&#8221;. Jego krzyż biskupi jest listkiem figowym dla tych środowisk. Niedawno głosił laudację na cześć Władysława Bartoszewskiego, który został człowiekiem roku tejże gazety. Trudno o bardziej upolitycznioną postać. Tenże biskup na łamach &#8222;Rzeczypospolitej&#8221; w wywiadzie pod znamiennym tytułem &#8222;</span><span style="FONT-FAMILY: ">Księży agitatorów trzeba dyscyplinować&#8221; nie tylko dał upust swej ideologii, ale i przekonywał, aby duchownymi, którzy mają inne poglądy, zajęli się tak biskupi, jak i państwo. Przypominają się lata 50-te, kiedy to tzw. &#8222;księża-patrioci&#8221;, współpracujący z władzami państwowymi tępili &#8222;reakcyjny kler&#8221; i &#8222;agitatorów w sutannach&#8221;. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że owa wściekłość Pieronka wynika z tego, iż pięciu księży profesorów Papieskiej Akademii Teologicznej (dziś uniwersytetu), której on był rektorem, wstąpiło do komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego. I jak teraz &#8222;postępowy&#8221; hierarcha może pokazać się na swych ukochanych salonach? Wypowiedzi biskupa są może groteskowe, ale trzeba uważnie śledzić, co teraz będzie się działo, bo sankcje mogą rzeczywiście dotknąć niepokornych duchownych. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: ">Drugi z duchownych, k</span><span style="FONT-FAMILY: ">s. Kazimierz Sowa, kapłan archidiecezji krakowskiej, a zarazem  szef niszowej TVN Religia, był<span style="mso-spacerun: yes">  </span>łaskaw udzielić wywiadu, którego stenogram zamieszczony w Internecie pod tytułem &quot;Krzyż przy Pałacu Prezydenckim to zły pomysł&quot;. Wywiad jest  pełen umizgów do &#8222;poprawnych politycznie&#8221; środowisk, co w wypadku owego duchownego akurat nie dziwi.<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Jeżeli jednak coś naprawdę szokuje, to wypowiedzi negujące obecności krzyża na Krakowski Przedmieściu. <span class="czo">Ks. Sowa nie jest ani stałym mieszkańcem Warszawy, ani nie pełni żadnych funkcji w tamtejszej archidiecezji. Powinien więc pozostawić tę sprawę stołecznym władzom tak świeckim, jak i kościelnym. Nic mu bowiem do tego. Poza tym, kapłan niezależnie od swych poglądów politycznych jest świadkiem Krzyża Chrystusowego i dlatego też swoimi wypowiedzi nie powinien gorszyć maluczkich. Nawet wtedy, gdy jemu jako bywalcowi salonów na maluczkich po prostu może nie zależeć. </span></span></p><p /><div style="BORDER-BOTTOM: #a48a5b 0.75pt solid; BORDER-LEFT: #a48a5b 0.75pt solid; PADDING-BOTTOM: 0cm; PADDING-LEFT: 8pt; PADDING-RIGHT: 8pt; BORDER-TOP: #a48a5b 0.75pt solid; BORDER-RIGHT: #a48a5b 0.75pt solid; PADDING-TOP: 0cm"><p style="BORDER-BOTTOM: medium none; BORDER-LEFT: medium none; PADDING-BOTTOM: 0cm; PADDING-LEFT: 0cm; PADDING-RIGHT: 0cm; BORDER-TOP: medium none; BORDER-RIGHT: medium none; PADDING-TOP: 0cm; mso-border-alt: solid #A48A5B .75pt; mso-padding-alt: 0cm 8.0pt 0cm 8.0pt"><span style="FONT-FAMILY: ">Na szczęście pod Wawelem miały miejsce także honorowe wydarzenia. Do takich należy rezolucja rady miasta, skierowana do radnych zaprzyjaźnionego Lwowa, sprzeciwiająca się gloryfikacji Bandery i zbrodniarzy z UPA. Tylko dwóch radnych, oczywiście z PO, głosowało przeciw. W rezolucji, która powstała w dużej mierze dzięki inspiracji<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Mirosława Gilarskiego, czytamy m.in.: </span><em><span style="FONT-FAMILY: ">We współczesnym świecie nie ma zgody na akceptację ideologii, które usprawiedliwiają ludobójstwo, a żaden naród nie ma prawa budować swojej tożsamości na krwi i cierpieniach bezbronnej ludności cywilnej.</span></em><span style="FONT-FAMILY: "></span></p><p /><p style="BORDER-BOTTOM: medium none; BORDER-LEFT: medium none; PADDING-BOTTOM: 0cm; PADDING-LEFT: 0cm; PADDING-RIGHT: 0cm; BORDER-TOP: medium none; BORDER-RIGHT: medium none; PADDING-TOP: 0cm; mso-border-alt: solid #A48A5B .75pt; mso-padding-alt: 0cm 8.0pt 0cm 8.0pt"><em><span style="FONT-FAMILY: ">Odezwę tę kierujemy z ufnością, wierząc, że mądrość naszych przyjaciół ze Lwowa pozwoli oddzielić to co chwalebne i godne pamięci w historii zmagań o niezależną państwowość ukraińską, od tego co poprzez swoją niegodziwość buduje pomiędzy naszymi narodami otchłań wrogości.</span></em><span style="FONT-FAMILY: "></span></p><p /></div><p><span style="FONT-FAMILY: ">W podobny sposób w tym samy czasie wypowiedział się Sejmik Lubelski, który po Dolnośląskim, Opolskim, Podkarpackim i Lubuskim jest piątym, który potępił ludobójstwo na Kresach. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: ">Niezwykle udanymi wydarzeniami z ostatnich tygodni był cykl spotkań i uroczystości kresowych, które rozpoczęły sesje naukowe we Wschowie pod patronatem burmistrza Krzysztofa Grabki i w Prabutach pod patronatem burmistrza Bogdana Pawłowskiego oraz VII Dzień Kresowy w Kędzierzynie-Koźlu, zakończony pochodem przez miasto ze sztandarami, orkiestrą wojskową i kompania honorową. Szczególnie interesujące były referaty Ewy Siemaszko, dr Lucyny Kulińskiej, prof. dr hab. Czesława Partacza i dr Leona Popka. Wielkie słowa uznania dla prezesów stowarzyszeń kresowych Małgorzaty Koli, Andrzeja Mosiejczyka i Witolda Listowskiego. Reszta relacji w następnym felietonie. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: "> </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: "> Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 14 lipca 2010</span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: "> </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: "><span style="mso-spacerun: yes"> </span></span></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> </p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"><b> </b></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"><b> </b></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> <span style="COLOR: black; mso-fareast-font-family: "></span></p><p /></td></tr></tbody></table></p> ]]> 
</description>  
</item>
</channel></rss>